Miałam pierwsze zajęcia z przedmiotu Color&Design. Dostrzegłam coś, na co nigdy nie zwracałam tak dużej uwagi. Kiedy pracuję rękami (rysuję, wycinam, kleję, itd.) świat się zatrzymuje. Nie istnieje nic wokół, liczymy się tylko ja i moje ręce. I to nie zwykła praca palcami, z każdym kolejnym ruchem dziękuję swoim dłoniom, że są tak precyzyjne. To znaczy wiedziałam wcześniej, że to się dzieje, ale nie dostrzegałam sacrum, które wówczas panuje. Jest mi tak trudno oderwać się od swojej pracy, tyle we mnie pasji, oczekiwania i wdzięczności! I gdy tylko udaje mi się utrzymywać pozytywne myśli przez cały ten proces, pozostaję niezmiennie w lewitacji umysłu gdzieś w warstwie unoszącej się ponad powierzchnią mojej skóry. Bo we mnie wtedy nie ma żadnych myśli, jest tylko strumień energii płynący z mózgu do rąk, łączący wszystkie moje zmysły. Jak śpiewała Kasia Wilk: "Dotykiem samym byłam, kochaniem samym wtedy...". Oto co się wówczas dzieje.
A z każdym kolejnym ruchem mówię sobie: "Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję...".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz