niedziela, 22 stycznia 2012

Nie umrze nikt za mnie, więc...

Do naszego domu zawitało na stałe trzech gości! Stół i dwa krzesła. Na razie dwa! Nawet nie wiecie jaka to ulga. Uświadomiłam sobie, że od wyprowadzki z Manhattanu przez trzy tygodnie nie siedziałam na krześle przy stole! To było bardzo dziwne spostrzeżenie. Wspominając Manhattan... Nawet o nim zapomniałam na pewien czas. Ozone Park jest wystarczająco ładne i ciekawe, żeby móc na jakiś czas zapomnieć o pragnieniu zamieszkania tej cudownej wyspie. Jest tutaj mnóstwo pięknych domków! Spacerując po ulicach Ozone Park można znaleźć swój wymarzony dom, albo pięć! Nie wiem, czy podobnie jest w innych jego częściach, ale wszędzie mamy blisko. Wszystko, co najpotrzebniejsze, mamy na wyciągnięcie ręki. Czyli nie utkwiliśmy w jakimś kraju, gdzie wszędzie jest daleko i wszystko jest tak strasznie złe.
Ostatnio rozmawiałam w pracy z kolegą z Bangladeszu na temat Polaków. I wspomniałam o tym, że wielu znajomych mówiło "Źle ci tu!?!", "Po co tam jechać!?!", "Tam jest bieda, kryzys!" i inne "ŁOMATKOBOSKA!". Nie mówię oczywiście o moich bliskich przyjaciołach, którzy mnie wspierali i nie krytykowali mojego wyboru. Ale myśląc sobie o tych, którzy wiedzieli lepiej niż ja, jak mi tu będzie, chciałabym powiedzieć, że im dziękuję. Zgodnie z moją naturą sprawiło mi ogromną przyjemność postąpienie na przekór ich zdaniu. I jestem tym bardziej zadowolona mogąc powiedzieć, że ich wróżby się nie sprawdziły i JEST MI TU SUPER!!!
Uwielbiam Was wszystkich, którzy to czytacie i każdego z Was, kto, chociaż bardzo rzadko, ale odezwie się do mnie chociaż jednym zdaniem. Bardzo to doceniam i trzymam za Was wszystkich kciuki!

Brak komentarzy: