Podobno Nowy Jork to miasto piechurów. Oprócz amatorów taksówek i limuzyn. Pozostali podróżują metrem, co wiąże się z chodzeniem. Tym bardziej, że my teraz dużo zwiedzamy. Ale to mi pasuje. Po całym dniu chodzenio-jeżdżenia jestem skonana. ME GUSTA. W Chicago każdy ma swój samochód, albo jeździ autobusami, które mają słabą synchronizację. Co za tym idzie, aby się gdzieś dostać, sadzasz dupę w aucie i jedziesz. Nawet nie chce się ładnie ubrać, bo w samochodzie i tak nikt nie widzi, a w sklepie to już trudno. Zakładają zimą japonki na gołe nogi, bo w garażu jeszcze ciepło, a potem z parkingu do sklepu to tylko trochę po kostkach zawiewa. Kompletnie mi to nie odpowiadało. Natomiast w Nowym Jorku widać, że jest to stolica mody. Może sieciowej, może czasami na pokaz, ale jednak. A ja tego potrzebuję, bo jeśli nie mam komu zazdrościć dobrej stylizacji to brak mi motywacji do własnej kreatywności. Większość z Was mnie zrozumie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz