Kolega z zajęć Scriptwriting wstawił na Facebooka listę tego, czego nauczył się w tym roku.
Jak pomyślałam o tym, czego ja się nauczyłam, byłam zaskoczona. Tak dużo tego jest.
Tak szybko się zmieniam i tak dużo nowego się dzieje każdego dnia. Wiele razy świadomie rzucam siebie samą na głęboką wodę wiedząc, że mogę nie dać sobie rady. Mając jednak do wyboru: stać w miejscu, albo osiągnąć to, czego chcę, gdy minie już pierwszy lęk... Wolę drżeć ze strachu przed pójściem do miejsca, gdzie wszystko jest straszne i nieznane, niż tkwić w bezpiecznej strefie a potem wyrzucać sobie, że moje życie społeczne stoi w miejscu. W sumie bardziej dążę do wyćwiczenia mojego social muscle niż do udowodnienia sobie, że żadne wyzwanie zawodowe mi nie straszne. Z tym drugim nie mam problemu, podczas gdy to pierwsze stawia przede mną nowe wyzwania każdego dnia.
I teraz żałuję trochę, że nie prowadzę głupiutkiego pamiętnika. Bo gdybym teraz przeczytała, co myślałam i jakie miałam lęki na początku tego roku, to byłabym jeszcze bardziej dumna z siebie. Pozostaje mi teraz pamiętać, jak wiele pokonałam i zwyciężyłam w ciągu tych 365 dni. No i chyba zacznę nabazgrywać jakiś pamiętnik, czy coś...
PS. Nie mogłam znaleźć, jak się mówi Scriptwriting po polsku. Scenopisarstwo? Pisanie scenariusza? Ej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz