Witam! Założyłam tego bloga z myślą o moich przyjaciołach, których niestety opuszczam. Z racji tego, że będę trochę daleko to trudno będzie mi na bieżąco relacjonować, co niezwykłego się u mnie wydarzyło. Pomimo moich szałowych maili do Was nie zawsze będę miała okazję opowiedzieć o moich emocjonujących przeżyciach w Ameryce.
Nie wiem, ile pociągnę. Nie wiem, jak często będę pisać. Ale podejmuję wyzwanie!
Ponadto muszę wyjaśnić pewne kwestie. Chyba przede wszystkim sobie.
Ten blog nie służy stwarzaniu wrażenia, że wciąż jestem w Polsce. Jeżeli nie będę w Stanach całą sobą to nigdy nie będę tam szczęśliwa.
Nie chcę czuć się do niego uwiązana i zobowiązana pisać, bo ktoś po drugiej stronie musi koniecznie coś o mnie przeczytać.
Pragnę Waszego odzewu, czuć, że się kontaktujemy. Mądrze i skutecznie.
A tytuł bloga? Ludzie często życzą mi teraz: "Niech Ci się spełni amerykański sen..." Tylko że ja kompletnie nie rozumiem, co oznacza ten termin w dzisiejszych czasach. Stąd moje zapytanie w tytule. Jasne, wiem, co to oznaczało kiedyś, kiedy Ameryka była daleko, była dostępna tylko statkiem, albo kiedy Polska była biedna, że hoho!. Teraz natomiast bardzo wielu ludzi wyjeżdża, przynajmniej z mojego otoczenia. Jadą do Hiszpanii (Ewciu, tego Ci życzę), do Beneluksu, do Włoch... i do Stanów. Jeżeli amerykański sen oznacza posiadanie wygodnego mieszkania, dobrej pracy i szczęśliwego życia to ja ogłaszam termin TRÓJMIEJSKI SEN! Albo warszawski sen! To wszystko można mieć wszędzie (moje rozważania na temat Sekretu zamieszczę kiedyś indziej).
Na tę chwilę jestem zafascynowana Stanami, chcę tam żyć i zobaczymy, co będzie dalej. Życzcie mi odwagi! Niedługo odlatuję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz